- Przydały by się takie buty z zębami jak mają drwale – powiedział Sebastian przechodząc przez 38 zwalone drzewo na szlaku. Jeszcze wtedy nie wiedział, że przed nim leży kolejne 126. Pobojowisko – to pierwsze słowo jakie przychodzi na myśl zaraz po uniwersalnym i typowo polskim słowie wyrażającym zachwyt lub przerażenie – O, k…. W Ojcowskim Parku Narodowym leżą setki, połamanych drzew, które nie wytrzymały styczniowego oblodzenia. Prawie wszystkie wyrwane są z korzeniami, niektóre przewracały się jak domino, jedno drzewo przewracało kolejne, które zapewne ledwo trzymało się podłoża pod ciężarem kilogramów lodu zalegających na każdej najmniejszej gałązce.
Szlak w Dolinie Sąspowskiej (jak to przeważnie bywa) biegnie w najniższym miejscu doliny – niżej jest już tylko potok. Co 10 metrów leży kolejne zwalone drzewo, które stało wcześniej tuż obok lub zjechało z wyższej części. Była to prawdziwa ścieżka zdrowia – obok drzewa, przez drzewo, nad drzewem, pod drzewem, raz górą, a raz dołem na kolanach – pokonanie odcinka 400 m zajęło nam jakieś 40 minut. Razem 8,3 km pokonaliśmy z krótkimi przerwami w czasie 3 godzin.

Trasa: Czajowice (parking) – czarny, w stronę Ojcowa – żółty, Dolina Sąspowska – zielony Złota Góra, Ojców – niebieski, Brama Krakowska, Czajowice (parking).
Uczestnicy: Ania Kołodziej, Sebastian Fijak, Maciej Patrzałek SQ9XTR










Przeprawa po „poziomym” lesie wymagała różnych ciekawych pozycji ;) Był tylko lekki mróz więc szło się bardzo przyjemnie. Fakt, że 40 min „szliśmy” te kilka metrów, ale za to na odcinkach bez przeszkód nadrabialiśmy czas, przyspieszenie było niezłe :)
Ryjek świetlny – klasa! (która to była próba?) ;)
Chyba za piątym razem coś wyszło ;)